Kategorie: Wszystkie | Cóż rzec | Mianownik | RE: | SIC!
RSS
wtorek, 26 maja 2009
Mobilne głosowanie masz od ręki!

Jeśli mam meldunek w Bydzi, mieszkam w Wawie, a nie wiem, gdzie będę 7 czerwca, mogę dostać w Wawie papier na głosowanie gdziekolwiek, co ważne - bez starania się o niego w Bydgoszczy (bo tam mam meldunek). Jak? Najpierw dopisuję się do spisu wyborców tam, gdzie mieszkam, a zaraz potem proszę o zaświadczenie o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania. Oczywiste? Nie! Dlatego warto o tym informować. Na tak wygodną operację zostały raptem trzy dni (do 28 maja).

Jestem pod wrażeniem świeżości pomysłu organizatorów akcji "Pępek Europy". Podoba mi się niezmiernie idea i to, w jaki sposób jest promowana. Wśród spotów tegorocznej kampanii wyborczej mam już swojego faworyta. Nie jest nim żadna z dennych reklamówek partyjnych, bo poderwał mnie energią i rzeczowością pępkowy spot obywatelski. To o nim warto dyskutować, ekscytować się piosnką, nie zaś panią aktorką na wynajem propagandzistów jednej, czy drugiej partii. Litości, dziennikarze! Jesteście czwartą władzą, macie całkiem sporą odpowiedzialność za ten kraj. Skoro wymagacie dobrej roboty od reszty - polityków - władzy, wykażcie się sami dobrą robotą. Właśnie teraz.

Podobnie z większym oddaniem należałoby tłumaczyć wachlarz możliwości, jakie prawo daje wyborcom po to, by mieli komfort głosowania, gdziekolwiek znajdą się w dniu elekcji. Wczytuję się w informacje publikowane w mediach, o tym, jak głosować i jednej expressis verbis wciąż brakuje. Nie jestem pewien, że dzieje się tak dlatego, iż wszystkim może wydawać się tak oczywista...

Otóż ci, którzy w dniu głosowania nie będą w miejscu zameldowania, ani nawet zamieszkania, mogą zagłosować bez starania się o zaświadczenie w miejscu meldunku. Dziwią się takiej możliwości wyborcy, zaskoczeni bywają też gminni urzędnicy.

Tymczasem PKW w "informacji o warunkach udziału w głosowaniu w obwodach głosowania utworzonych w kraju, w wyborach do Parlamentu Europejskiego (...)" z 10 marca br., stwierdza wyraźnie, że wniosek o wydanie zaświadczenia o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania "składa się w urzędzie gminy, w której wyborca będzie ujęty w spisie wyborców, najpóźniej w 2. dniu przed dniem wyborów, tj. do dnia 5 czerwca 2009 r.". Tylko tyle i aż tyle. Tym samym, korzystając uprzednio z prawnej możliwości dopisania się do spisu w miejscu czasowego pobytu, torujemy sobie drogę do uzyskania właśnie zaświadczenia o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania. PKW dodaje: "Wyborca, któremu wydano zaświadczenie o prawie do głosowania zostanie z urzędu skreślony ze spisu wyborców w miejscu zamieszkania".

Proszę mi wierzyć, całkiem spora gromada moich znajomych była przekonana, że owszem, mogą dopisać się do spisu wyborców w Warszawie, ale żeby dostać papier na głosowanie gdziekolwiek w Polsce, nie obędzie się bez wizyty w miejscu meldunku. Na to zaś nie mają albo czasu, albo sił, bo daleeeeko. A ponieważ w weekend wyborczy to pojadą lenić się gdzieś-tam, ze starań o zaświadczenie zawczasu rezygnują. Ba, dziwią się takiej możliwości nawet urzędnicy. Dziwili się dwa lata temu na Żoliborzu, gdy chciałem sprawę załatwić w ten sposób. Dziwili się wczoraj, na Woli - bo teraz tu ich nagabnąłem. W 2007 roku, pan referent chciał mnie zbyć prostym "nie da się", ale poprosiłem, by upewnił się w PKW, jak jest naprawdę. Zadzwonił, papier wydał bez dalszych ceregieli, choć urażony. Wczoraj, na Woli, najpierw głowili się dziesięć minut, aż uznali, że faktycznie tak można. I papier też dostałem. Z wymęczonym uśmiechem, ale dostałem.

Uważam, że wiedza o takiej możliwości jest istotna dla tych, którzy nie będą w dniu wyborów ani tam, gdzie mają meldunek, ani tam gdzie mieszkają, lub po prostu chcą mieć komfort mobilnego prawa do udziału w wyborach. Mobilne prawo do głosowania. Fajnie to brzmi, prawda? Jest trendy. I jest możliwe. Można takie uprawnienie poświadczyć de facto gdziekolwiek, od ręki. Mamy do tego prawo, warto o tym informować - są jeszcze trzy dni na taką wygodną operację.

czwartek, 07 sierpnia 2008
Konsekwencja


Gdy parę miesięcy temu, Tybetańczycy przypomnieli światu o swoim dramacie, obudziło się mrowie sumień. Moje też. Wielu wzięła złość na brutalną prawdę, że reżim w Chinach nie przestaje gardzić ludzkim życiem. Ja też się wściekłem. Pojawiły się pytania, co zrobić? A z nimi deklaracje o bojkocie igrzysk, o solidarności z uciskanymi i dezaprobacie dla kompromitowania idei olimpijskiej. Wtedy też coś postanowiłem. Dzisiaj pora przypomnieć sobie o tym, co jeszcze niedawno było gorącym krzykiem, a może gdzieś po drodze stało się szeptem.

Przygotowałem paczkę – specjalną przesyłkę dla Ambasady Chińskiej Republiki Ludowej w Warszawie. Ufając w sprawność i priorytety poczty, liczę, że dotrze do adresata w piątek – w dniu, w którym ma zapłonąć znicz olimpijski. Posyłam im znicz, a jakże. W glinianej obudowie, z nadpalonym knotem zatopionym w wosku. Dla mnie to mocny symbol. Stawiany na grobie najbliższych jest hołdem dla zmarłych, znakiem pamięci. Jasny płomień tli się, jak żarliwe wspomnienie o wspólnym losie.

Symbole mają wagę, przemawiają do ludzkiej świadomości częstokroć lepiej niż najtrafniej dobrane słowa. Bo co mam dzisiaj pisać? Jeszcze dobitniej podkreślać liczby straconych w Chinach? Licytować się na statystyki łamania praw człowieka? Podnosić ciśnienie świadectwami bezwzględności reżimu? Wyliczać złamane obietnice chińskich władz? A może mam sięgnąć po inne symbole – marki firm, dla których cała ta olimpiada warta jest tyle, ile powierzchnia przy logo igrzysk?

Wysyłam znicz do przedstawicieli rządu dumnego kraju, z pytaniem o pojęcie ludzkiego wstydu. Bo próbuję je ogarnąć i nie mogę. Dołączam wyjątek z Karty Olimpijskiej – by się nie silić na autorskie moralizowanie…

„Celem olimpizmu jest, aby sport służył harmonijnemu rozwojowi człowieka, z wizją propagowania miłującego pokój społeczeństwa i poszanowania ludzkiej godności. Każda forma dyskryminacji w stosunku do kraju lub osoby ze względu na rasę, wyznanie religijne, poglądy polityczne, płeć lub jakiegokolwiek innego względu, jest niemożliwa do pogodzenia z przynależnością do Ruchu Olimpijskiego.”


Obiecałem sobie coś jeszcze – nie będę oglądał ceremonii otwarcia. Uwielbiam takie celebracje, chłonę propagandę światowej jedności. Raz na cztery lata, w fajerwerkowym wydaniu. Trudno sobie tego odmówić. Ale to właśnie zrobię. Chcę dać w nos sprzedawcom olimpijskich kółek, nie mam zamiaru być częścią rekordów oglądalności. W cieniu świateł tego spektaklu wciąż pozostają ciemne cele i systemowe deptanie ludzkiej godności. A dla ilu Tybetańczyków niechybna śmierć, gdy tylko skończą się igrzyska w Pekinie?


Pakuję przesyłkę | Znicz i jego adresat: Pan Sun Rongmin, Ambasador Chińskiej Republiki Ludowej, ul. Bonifraterska 1, 00-203 Warszawa


Karton wyłożony gazetą | W ten sposób przesyłka powinna dotrzeć w całości do ambasady.


Krótki list do Ambasadora | Szanowny Panie, przekazuję na Pana ręce znicz – jeden z tych, które stawia się w Polsce na grobach bliskich nam ludzi. To jest znak hołdu dla nich, pamięci o wspólnym losie. W przededniu inauguracji igrzysk XXIX Olimpiady w Pekinie, gdy w stolicy Chin zapłonie znicz olimpijski, pragnę w ten sposób wyrazić swoją solidarność z ofiarami rządu Chińskiej Republiki Ludowej. Władze, których przedstawicielem jest Pan w Polsce, nie bacząc na wiążące je wartości Karty Olimpijskiej wciąż łamią podstawowe prawa człowieka i nie wywiązują się w tym względzie z obietnic złożonych międzynarodowej społeczności olimpijskiej. Te igrzyska, choćby najbardziej spektakularne w swojej oprawie, nie przesłonią bólu ludzi uciskanych przez Pański rząd. A słowa o wolności, „jednym marzeniu i jednym świecie” będą brzmieć fałszywie i obraźliwie wobec tych wszystkich, którym rząd Chin łamie życie. Z życzeniami wolności dla obywateli Chin, Michał Horbulewicz.

Jeśli i Ty widzisz sens w tym działaniu, przekaż ten głos dalej. Możesz go wzmocnić, wykorzystując proponowane logo.

Smutny znicz | Znicz - stawiany na grobie najbliższych jest hołdem dla zmarłych, znakiem pamięci. Chińczycy też mają swoje znaki klucze. Jeden z nich to niedźwiedź panda, narodowe zwierzę Państwa Środka, maskotka nadchodzących igrzysk. W olimpijskim wcieleniu próbuje ująć świat uśmiechem i łagodnością. Dość łatwo pięć olimpijskich kółek przeobrazić w twarz pandy – ale wpisana w znicz jest smutna.

01:35, dziennikrozterek , SIC!
Link Komentarze (5) »

Creative Commons License
Treść tego bloga jest dostępna na: licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Bez utworów zależnych 2.5 Polska.