Blog > Komentarze do wpisu
Videoblog: Misja publiczna

Ile jest warta misja publiczna? W takim np. internecie – przestrzeni realnego całkiem biznesu? Postanowiłem to zbadać. Wystarczy wejść na stronę pierwszego lepszego rejestratora domen i sprawdzić dostępność jednej takiej… „Misjapubliczna.pl” osiągalna jest od ręki i bez potrzeby wydatkowania na nią choćby złamanego grosza.


Temat podjęty w videoblogu - w wersji krótszej:)


Czy to nie dziwne, że w czasie gorącej dyskusji o przyszłości mediów publicznych, tak atrakcyjny adres pozostaje niezagospodarowany? Wydawałoby się, że jest wymarzoną opcją na – przynajmniej – zaakcentowanie obecności przez tych, którzy przestrzegają przed ostatecznym upadkiem mediów publicznych, a wraz z nimi pogrzebaniem misji publicznej. Organizują siły, próbują pozyskać dla sprawy społeczeństwo, wystosowują listy otwarte, biją na alarm.

Kwestii domeny nie przypisuję przesadnego znaczenia, ale obrazuje to sytuację, w jakiej jesteśmy. Odnoszę wrażenie, że dyskusja o mediach publicznych i ich misyjności interesuje wąski krąg ludzi bezpośrednio z nimi związanych – dla których jest źródłem zarobków i/lub wpływów. Co więcej, ich spojrzenie zdaje się cechować dwudziestowieczna perspektywa.

Jeśli spojrzeć na internet, jako przestrzeń przedsiębiorczych ludzi, czujących współczesny świat i dostrzegających kierunek jego rozwoju; jeśli zerknąć na internet przede wszystkim, jako medium obywatelskie, tym bardziej ukłuje w oczy brak w nim szerszego grona ludzi zorganizowanych choćby pod hasłem „misja publiczna”. Czego może to dowodzić?

Media na kulawych nogach

Poważnie rzecz nazwał dr Karol Jakubowicz, który współ-wprowadził w Polsce pojęcie mediów publicznych. To kryzys prawomocności istnienia – jeden z sześciu zresztą kryzysów, w jakich znajduje się Telewizja Polska. Oto krótki fragment jego wystąpienia sprzed półtora roku, na konferencji „Media publiczne – media obywatelskie w otoczeniu wolnorynkowym”:

„Media publiczne stoją na dwóch nogach, jakby powiedział klasyk, na nodze woli politycznej i na nodze poparcia społeczeństwa. (…) I jeśli ludzie uznają media publiczne za swoje, jeśli dostrzegą wartość, której nie chcieliby stracić, będą płacić abonament”. A jak dobrze wiemy – w zdecydowanej większości dzisiaj nie płacą. Tą miarą można wysnuć wniosek, od czego akurat dr Jakubowicz zdystansował się, ale założył taką możliwość, iż mamy do czynienia ze „zmęczeniem społeczeństwa wizją niezależnych, wspaniałych mediów publicznych, która jakoś nie może zostać zrealizowana. To zmęczenie może prowadzić do odrzucenia samej wizji, samej koncepcji”. Dziś wiemy: na Polki i Polaków przestało działać zaklinanie słowami: bez opłacenia abonamentu tego to a takiego programu więcej nie zobaczysz.

Niespełna rok temu, w ramach festiwalu Camera Obscura, moderowałem konferencję „Między korupcją, polityką, a misją – czy media publiczne mogą być publiczne?”. Naprawdę świetni goście i takie też wystąpienia. Najwięcej uwagi poświęciliśmy przyszłości mediów publicznych, zwłaszcza w kontekście treści tworzonej wówczas ustawy medialnej. Powiem tak: w toku tych rozważań zapragnąłem na powrót dotknąć ziemi.

W pewnym momencie próbowałem sprowadzić rozmowę na tor, gdzie ktoś zaryzykuje i spojrzy na media publiczne, jako byt przeszłości, a przynajmniej na coś, co wymaga nowej interpretacji. Bo obok starszych ludzi, którzy lojalnie łożą daninę na rzecz TVP, drugą grupą, którą media publiczne powinny hołubić są moi równolatkowie i młodsi – zwłaszcza oni. A ci siedzą w necie i to tu szukają dla siebie pożywki. Pytanie o sens rozważań, prowadzonych bez takiego punktu odniesienia, zbyto milczeniem. Być może spytałem zbyt cicho, a być może to pytanie z rodzaju tych, których lepiej nie słyszeć?

Dlaczego? Taka misja – co to jest? Z czym do kogo? W rozumieniu, które sobie przyswoiłem, misja nadaje organizacji tożsamość, charakter. Dla firmy misja to unikalny powód jej istnienia. Jaki jest ten unikalny powód dla telewizji publicznej? Jeśli misja jest niezawisłą wartością, to po kiego czorta mamy wiązać ją z jakimś przedsiębiorstwem na licencji wyłączności; tym bardziej, że próbujemy tego od 20 lat i kiepsko nam to wychodzi. A skoro tak, to może TVP nie jest potrzebna?

Doda ucieleśnia misję... publiczną

Raz jeszcze dr Jakubowicz – w klarownej diagnozie słabości Telewizji Polskiej, rzutujących na jej problemy z uskutecznianiem misji, wskazuje na kryzys „państwowej polityki medialnej, czyli braku tejże polityki. Bierze się on ze sprzeczności między zadaniami ustawowymi nałożonymi na media publiczne przez państwo, w tym apolityczności, niezależności i bezstronności, a działaniami tego samego państwa, polegającymi na zawłaszczaniu politycznym i partyjnym mediów publicznych przez kolejne ekipy”.

Po drugie przekleństwem TVP jest formuła spółki prawa handlowego, która „zniechęca zarząd do koncentracji na misji, bo to obniża wyniki gospodarcze, co w świetle prawa handlowego jest działaniem na szkodę spółki”. (…) Ta formuła usuwa odpowiedzialność nadawców publicznych i władz za właściwą realizację misji publicznej, poddaje nadawców publicznych tym samym rygorom finansowym i podatkowym, co przedsiębiorstwa rynkowe”.

Po trzecie, co wynika wprost z powyższego, telewizja publiczna jest tak zależna od reklamy, że musi nadawać „Gwiazdy tańczą na lodzie” z Dodą, jako nomen omen ucieleśnieniem misji. Reklama utrzymuje TVP w osiemdziesięciu procentach! „To jest właśnie – jak stwierdza pan Jakubowicz – misja samobójcza”. Telewizja Polska jest zmuszona utrzymywać jeden z najwyższych udziałów w rynku w Europie, jeśli idzie o telewizję publiczną, by zdobywać pieniądze z reklamy.

Przypominam sobie teraz satyryczny komentarz do gorących dyskusji nad kondycją TVP za czasów prezesury Roberta Kwiatkowskiego. Henryk Sawka popełnił wtedy rysunek z ponętną, by nie rzec wyuzdaną panią przepasaną wstęgą, niczym miss – tyle, że z tytułem Telewizja Publiczna. Prężyła swą pierś przed dziennikarzem, który pyta ją wymownie: "Jest pani bardziej telewizja, czy bardziej publiczna"?

Nie ma rady na molocha?

Do tego wszystkiego dochodzą koszty. Każdy, kto choć raz był na Woronicza i przechadzał się legendarnymi korytarzami, lub błądził po hektarach tego królestwa, musiał w końcu zapytać: po co to wszystko? W całej Europie trudno znaleźć nadawców publicznych o takiej skali działania. Według dr. Jakubowicza, „gdybyśmy nawet osiągnęli pełną ściągalność abonamentu, to wpływy z niego i tak nie pokryłyby całych kosztów Telewizji Polskiej. (…) Nie da się zredukować skali zależności od reklamy, bez obniżenia kosztów, czyli bez zmniejszenia skali działania”. Tymczasem żaden nadawca publiczny w Europie nigdy nie zreformował się sam. Tu musi pojawić się państwo z przemyślaną reformą. I tak oto koło się zamyka, a my lądujemy w obecnej zawierusze z ustawą medialną.

Jest ona dla mnie jednym z licznych przejawów politycznej rozgrywki, gdzie akurat najmniej chodzi o dobro publiczne. Podobnie, jak z lustracją, zaliczam się do tego grona, które widzi słuszność idei, ale po 20 latach ściemniania i tą ideą manipulowania, utraciło wiarę w jej urzeczywistnienie. Ciszej nad tą trumną, chciałoby się powiedzieć. Jako sympatyk demokratycznych mediów próbuję jednak zbudować konstruktywny pogląd tak na ich sytuację i sposób zaradzenia obecnej beznadziei. I myślę sobie tak:

Po pierwsze należałoby zrównać z ziemią cały ten moloch telewizyjny. Bezcenny dorobek TVP powinien trafić pod opiekę państwowych archiwów. Po drugie, na gruzach powinna powstać skrojona racjonalną miarą stacja publiczna (lub dwie), od reklam wolna, lub związana z nimi w wymiarze pokrywającym koszta administracyjne. Po trzecie, główne finansowanie powinno być gwarantowane stałym udziałem w PKB, lub z małej, ale obowiązkowej i egzekwowalnej daniny, wpisanej np. w opłaty za prąd. Po czwarte, idąc tropem licencji programowych, część środków w dyspozycji Ministerstwa Kultury byłoby dystrybuowanych w drodze konkursów dla wszystkich nadawców. A zatem beneficjentami kasy na misję publiczną powinny być również stacje komercyjne. Po piąte, społeczeństwo powinno mieć realną kontrolę nad swoimi mediami, tzn. pełny dostęp do raportów finansowych i programowych, a ich odrzucenie przez kompetentne organa nadzoru powinno skutkować odwołaniem szefostwa stacji.

Misja publiczna – mission impossible? Niekoniecznie. Posiłkując się treścią misji BBC, stawianej przez wielu za wzór, naszą można by zawrzeć w sześciu punktach: wzmacniać społeczeństwo obywatelskie; promować oświatę i naukę; stymulować twórczość i osiągnięcia kultury; przedstawiać Polsce jej regiony, mniejszości i społeczności lokalne; utrzymywać kontakt z Polonią i przedstawiać Polskę światu, a świat Polsce. Wreszcie – realizując te cele, wspomagać rozwój nowych technologii.

Słabe punkty

Moje tyrady słowne mają oczywiście słaby punkt. Jest nim publiczne radio. Dużo łatwiej przychodzi mi budować pogląd nt. telewizji, trudniej w odniesieniu do radia. Wymówię się, póki co, limitem słów – i tak przekroczyłem go w tym tekście ponad założoną miarę. Zakładam więc ciąg dalszy i wtedy do sprawy radia wrócę. Z sympatią…

Zmierzając do pointy. Problem z rozstrzygnięciem kwestii tożsamości mediów publicznych, poza wszystkim, o czym już powiedziałem, wynika w części i z tego, że tkwimy gdzieś pomiędzy epokami. Dostęp do internetu w Polsce nie jest jeszcze na tyle powszechny i w takiej jakości, by można go było traktować na równi z bardzo mocną wciąż telewizją. Z drugiej strony jesteśmy zakładnikami strasznego rozpolitykowania, co nie sprzyja rzeczowemu podejściu do mediów, jako kluczowego składnika wielkiej cywilizacyjnej przemiany, jakiej wszyscy doświadczamy. Jak gdyby wciąż zbyt mało osób dostrzegało choćby telewizję z funkcją: zatrzymaj i przewiń, jakby nie wszyscy dostrzegli rewolucję, jaka zaczęła się wraz z internetem, ipodami i innymi nowinkami przełomu wieków.

Dramatem tej, jak i wielu innych ważnych debat w Polsce jest także postawa mediów – komercyjnych przede wszystkim. I nie idzie mi o to, że w tym przypadku są stroną w konflikcie interesów. To zarzut w stronę dziennikarzy, którzy w swojej masie zdają się iść po najmniejszej linii oporu i niby-relacjonując dyskusję, lenią się przed głębszą refleksją. Na antenę trafia więc z zasady paru efekciarskich pyskaczy, do obrzydzenia eksploatujących utarte slogany i tyle. Tak najprościej. Tymczasem w środowisku dziennikarzy, w toku intensywnych debat o formule mediów publicznych w Polsce, zrodziło się wiele bardzo sensownych pomysłów. Ale kto, jak nie samo środowisko, może je nagłośnić? Media sprawę zawaliły. Fikcją okazuje się nie tylko dziennikarska solidarność, ale i odpowiedzialność czwartej władzy.

To z tylsza. Miałem ambitny zamiar zaprosić Oddane Czytelniczki i Oddanych Czytelników do dyskusji. Choćby takiej, w której ktoś odczaruje hasło klucz: misja publiczna. Ale – primo – trza by dotrzeć do tego miejsca (dziękuję i gratuluję), secundo – trza by być zainteresowanym tematyką, wreszcie – widzieć sens takiej rozmowy. Wszystkim zdeterminowanym polecam stenogram z konferencji „Media publiczne – media obywatelskie w otoczeniu wolnorynkowym” dostępny pod tym adresem, m.in. z interesującym wystąpieniem dr. Jakubowicza – ze znawstwem i klarownie wyłożonym poglądem, wobec którego trudno przejść bez przyklaśnięcia bądź polemiki.

Post scriptum

Acha, a domenę „misja publiczna” właśnie zarejestrowałem – tak „na w razie czego”. Chętnych, do wypełnienia jej treścią, ludzi z poczuciem misji i wizją, zachęcam do kontaktu. Oddam w dobre ręce – bez targów.

poniedziałek, 13 lipca 2009, dziennikrozterek

Polecane wpisy

  • Blog pod nowym adresem

    Przeniosłem się na własne włości. Parę miesięcy temu zdecydowałem się reaktywować bloga po ponad rocznej pauzie. W tym czasie przeleciało sporo ciekawych temat

  • Kontrofensywa (3)

    Jeszcze trochę i będzie zielono. Nastania wiosny kalendarzowej nigdy nie celebrowałem, czekając tęsknie, aż ją poczuję. Się człowiek zmienia wciąż i wczoraj pos

  • Kontrofensywa (2)

    Nie będzie wiele słów, bo staram się je teraz zaangażować w innym wymiarze. Będą zdjęcia - oto kontrofensywy odsłona druga. Tym razem, prosząc wyobraźnię o wysi

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
Gość: carino, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/07/20 22:04:55
Wiesz, żem czepialska, ale teraz to nawet nie mam do czego się przyczepić :D
-
Gość: Tomasz Migdałek, *.adsl.inetia.pl
2009/08/02 16:58:01
Wszystkie rozważania na temat mediów państwowych (pojęcia mediów publicznych jest nonsensem, publiczna może być toaleta lub dom...) są u podstawy skażone założeniem, że muszą być jakieś media, których właścicielem jest państwo. Otóż ja jestem za tym, aby wyrwać się wreszcie z tego socjalistycznego klinczu i zapytać nie o to, jakie mają być państwowe media, lecz o to, czy w ogóle być powinny. Uważam, że nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia dla utrzymywania państwowych mediów. Państwo - żadne państwo - nie jest od tego, żeby zajmować się mediami. Dlatego każdy sposób ułożenia ładu tzw. mediów publicznych będzie zły, bo system tychże jest patologiczny z założenia. Jak długo będą istnieć media zarządzane przez państwo, tak długo będą przedmiotem politycznej walki, narzędziem w rękach partii i tak długo będą się ciągnąć bezsensowne spory o to, jaki sposób na okradnięcie Polaków, żeby media utrzymać, jest lepszy. To ustrojstwo trzeba zlikwidować, a nie uzdrawiać.

Creative Commons License
Treść tego bloga jest dostępna na: licencji Creative Commons: Uznanie autorstwa - Użycie niekomercyjne - Bez utworów zależnych 2.5 Polska.